Rodzynki (z) wykładowców
Napisał Mariusz Kędziora w kategorii Joe Monster, Rozrywka, PrywatneTak sobie wczoraj przygotowywałem moje cotygodniowe “rodzynki” i pomyślałem, że może nie wszyscy wiedzą, że coś takiego istnieje. A przecież co tydzień spora grupa ludzi (prawie 200 tys. osób) ma dzięki nim uśmiech od rana na twarzy, więc chyba warto to i tutaj powiedzieć.
“Rodzynki (z) wykładowców” to seria, którą tworzę co tydzień (w czwartki) na stronie JoeMonster.org. A w dużym skrócie są to teksty (które zbieram od ludzi z całej Polski) jakie oni usłyszeli na swoich wykładach na uczelniach.
Pomysł na coś takiego powstał jeszcze jak byłem na studiach i kumpel Maciek z samorządu stwierdził - zbierzmy to co mówią nasi profesorowie na wykładach i wrzućmy to na stronę naszego samorządu. Pomysł podchwycił, ludzie podsyłali ciekawe teksty i naprawdę poprawiało to humor wielu ludziom.
Ale to oczywiście była mała skala - teksty były tylko z naszego wydziału (IMiR na AGH) i w zasadzie tylko ludzie z naszego wydziału je czytali. Ale później przyszedł pomysł, żeby przenieść to na JoeMonster.org i uruchomić globalnie - dla wszystkich uczelni w Polsce.
Pomysł podchwycił o czym świadczy chyba to, że od 2 lat regularnie co tydzień pojawia się odcinek z jakiejś uczelni, a ludzie podsyłają kolejne rodzynki. Od czasu jak zacząłem to robić dostałem ponad 6000 tekstów, z czego ja przepuściłem do publikacji prawie 3000 z nich.
Z tych 3000 tekstów wybierałem te najlepsze i to z nich powstawały cotygodniowe odcinki. Wszystkie odcinki możecie przeczytać na podstronie JoeMonster.org.
Ale co ważniejsze i ciekawsze jakiś czas temu padł pomysł, żeby nie tracić tak wielkiego dziedzictwa kulturowego - i w związku z tym wydać książkę - taką prawdziwą, drukowaną, dostępną w księgarniach.
Dzięki pomocy kilku ludzi udało się książkę wydać i teraz każdy może ją sobie kupić i przeczytać, albo na przykład sprezentować swojemu Dziekanowi na zakończenie swojej kariery studenckiej (ja ciągle zabieram się za jej wysłanie do mojego dziekanatu).
Jeśli ktokolwiek z Was byłby zainteresowany to książka dostępna jest m.in. w Merlinie w cenie 18.50 PLN + wysyłka. Książka ma ponad 300 stron i format w sam raz do kieszeni do poczytania w pociągu, autobusie czy na plaży.
Pozwolę sobię też wkleić trzy recenzje tej książki, w tym jedną napisaną przez prof. Jerzego Bralczyka przy okazji krótkiego artykułu w Życiu Warszawy o tej książce.
prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca
Przeglądałem tę książkę i muszę przyznać, że podobała mi się. Cytowane anegdoty wyglądają na autentyczne. Tym, którzy je zebrali, muszę pogratulować wyczucia językowego. Dobrze, że studenci wyłapują absurdy językowe swoich nauczycieli. Uważam, że szczególnie my, wykładowcy, powinniśmy być ich świadomi i pracować nad swoim językiem.Anna Brzozowska
Nie przepadam za zbiorami żarcików i dowcipów, najczęściej nagromadzenie tej materii w jednym zbiorze sprzyja “odhumorzeniu” całej książki, dowcip szybko powszednieje i nie da się czytać tego od deski do deski. Wypowiedzi i sytuacje spisane w tej książce nie tylko w ogromnej większości są śmieszne, zabawne czy beztroskie, ale wszystkie razem tworzą pewien klimat. Klimat uczelnianej rzeczywistości, lekkiej i właśnie beztroskiej, atmosferę wolności i swobody, wyzwalającą tego ducha, który mimo wszystko pozwolił nam przetrwać i ukończyć studia (nie wszystkim może, ale i tym ów klimat nie powinien być obcy). Polecam tę książkę wszystkim i młodszym, i starszym, i studentom, i licealistom, i ich rodzicom. Myślę jednak, że najwięcej smaczku, o którym piszę, wyczytają z niej ci wszyscy, którzy o swoim okresie studiowania myślą z sentymentem. Przy tym, szczerze, doskonała zabawa. A wszystkim profesorom - szacunek, naprawdę.Mariusz Składanowski
Która uczelnia w Polsce jest najlepsza? Uniwerek Warszawski, AGH, czy SGH? A może Szkoła Wyższa Służby Pożarniczej? Którzy wykładowcy są bardziej inteligentni, dowcipni i mają udane podejście do studentów? Po raz pierwszy ktoś opisał coś nieuchwytnego w żadnych rankingach - klimat uczelni, który zależy od wykładowców i ich poczucia humoru.
A może ktoś z Was już miał okazję czytać książkę albo moje rodzynki na JoeMonster?
Wpisy (RSS)
Sierpień 2nd, 2007 o 20:06
Miał okazje, nie tylko czytać ale też wrzucić.
Do tego wywaliłeś sporo śmiesznych, które dodałem :P Zostawiając te mniej śmiesznych. To ostudziło mój zapał i od tego czasu nie wrzucam nowych ;P (no , moze kiedys dorzuce jak znajde czas).
Ale polecam - choć niestety ja ostatnio JM odstawiłem. Brakuje czasu :(.
Sierpień 3rd, 2007 o 10:06
@mati: A z tym wyrzucaniem to niestety, ale opiera się tylko na moim humorze i tym czy dany rodzynek jest dla mnie śmieszny, więc pewnie może i kilka ciekawych dla innych ludzi odrzuciłem - za co z góry przepraszam :)
Ja niestety JM też mocno odstawiłem - ostatnio tylko robię rodzynki co czwartek i czytam tylko to co na głównej (już bez forum, zdjęć, galerii czy czegokolwiek innego)…
Sierpień 3rd, 2007 o 20:41
Rozumiem, choć dużo rzeczy jest śmieszna dla studentów poznańskich, czy nawet tylko dla studentów PP. I analogicznie, niektóre rzeczy z AGH totalnie mnie nie śmieszą. Takie życie :). Rodzynki mają jednak jedną wadę - to tylko wypowiedzi . A czesto profesorowie po prostu śmiesznie się zachowują.
Na PP takim najbardziej absurdalnym kolesiem jest dr H., o ktorym chyba parę rodzynków skrobnalem (i pare przepusciles). Sale wykładowe mają dwa wejścia obok siebie. Pewnego dnia zabrakło kredy - doktor niczym nie zrażony wyszedł jednym wyjściem, wszedł drugim. Najpierw studenci dostali zjebkę za to, że siedzą sami, później za to, że nie mają kredy. Po czym wyszedł wejściem którym wszedł, i wszedł tym “pierwszym”. Po jego komentarzu “Obok też nie mają kredy” cała sala padła. Wszyscy śmiali się przez dobre 10 minut.
Najlepsze jest jednak to, ze człowiek “tak ma” i nie robi tego celowo.
Ale z drugiej strony, takie opowieści czytane czasami nie są śmieszne, w przeciwieństwie do rodzynków :)
No ja JM nie czytam nawet głównej - poza Wielopakiem. Ale rodzynki kiedyś nadrobie ;) . Ksiażeczke też kupie :).
Sierpień 4th, 2007 o 01:57
I przy okazji ochrzcili Cię jako Mariusz Kedzior (sic!) :).
Sierpień 6th, 2007 o 09:01
@mati: No niestety właśnie z tym rozumieniem rodzynków na różnych uczelniach to tak jest. No może nie z rozumieniem, ale kontekstem całości. I być może tutaj jest mój minus, że ja jednak jakąś tam uczelnie skończyłem i może teraz patrzę na rodzynki przez jej pryzmat :)
A tą kredą to (nie)stety chyba już dowcip legenda, bo był przysyłany z WIELU uczelni i wszędzie brzmiał tak samo tylko inny wykładowca był podstawiany. To taka trochę “urban legend”…
@Adam: A faktycznie pomylili, mimo, że nawet kobiecie 2 razy powtarzałem nazwisko. Ale literówka w moim nazwisku to nic :) Najlepsze jest to, że w artykule moją uczelnie (AGH) umieszczono na Śląsku!
Sierpień 6th, 2007 o 18:48
To pewnie ze względu na “profil” górnoczo-hutniczy kojarzony ze Śląskiem ;-).
Sierpień 8th, 2007 o 01:14
“urban legend” - pewnie tak, co nie oznacza, ze takie scenki nie mialy miejsca. Wydaje mi sie , ze nie wszystkie wypowiedzi/”wyskoki” wykladowcow sa autorskie ;) . Tak samo jak nie wszystkie wyskoki studentow. Taki wykladowca pewnie slyszy jakis kawal i pewnie co odwazniejszy go powtarza. Zwlaszcza , jesli jest dobry.
A opisana scenka miala faktycznie miejsce. I tu przyznam, ze myslalem caly czas, ze to faktycznie roztargnienie prowadzacego. Widac dobry z niego aktor :D
Scenka miała miejsce jakieś 3 lata temu, to był czas gdy nagrywalismy wyklady - Jesli chcesz to postaram sie znaleźć nagranie, moze powstana (chyba) pierwsze multimedialne rodzynki :D. Choc pewnie kolejna czesc z PP pewnie szybko sie nie ukaze :/